Dzisiaj do Boga, prosto z kawiarni.

Napijmy się, proszę. Na mój rachunek. Tutaj też leją wódkę. Pogadajmy jak równym z równym, bo we mnie też nie wierzyli. Póki nie zobaczyli na szczycie. I do momentu, gdy nie potrzebowali pomocy. Poznałem tyle szmat, i miały tak brudne sumienia, że nie mogłem nawet wytrzeć nimi podłogi. Wczoraj w nocy, gdy ona bez imienia spała w sypialni, wyszedłem na dach by skoczyć.

Stchórzyłem.

By znowu nie śnić o tym samym. Codziennie, każdej nocy śnię o tym jak nieznajomy przybija mnie do krzyża, a ja czuję jak rozpierdalają mnie gwoździe, i kurwa nie mogę umrzeć. Budzę się przerażony i idę zrobić sobie herbatę, kładę się znowu jest chwilę po czwartej i drugi sen. Fabuła jest zawsze inna. Ale zaczyna się tak samo – jestem sobą. Siedzę w swoim biurze, pijąc i pisząc. Normalne życie – whisky. książki i kobiety. Mijają w nim zawsze lata, a na koniec tego snu, zawsze jestem sam.

Wspominając przeszłość.

Chodziłem do terapeutki. Teraz to ona dzwoni do mnie by pogadać. Albo by chociaż się ze mną przespać. I szczerze? Jest lepsza w łóżku niż na kozetce. Chociaż tam też próbowaliśmy. I jeżeli podkładasz mi celowo kłody pod nogi. To niech mają większy biust.

– autor.

O Autorze

Podobne posty

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany